dziś rano doszło do małej katastrofy. pękła nam rura. nie mamy wody. Marcin dzielnie walczy z przeciwnościami losu, a cała reszta trzyma za niego kciuki. przydałby się obiad i w planach było pieczenie ciasteczek... zobaczymy co z tego wyjdzie. oby się udało, bo perspektywa życia bez wody nie napawa mnie radością.
a w naszym sklepie pojawiło się zielone ziarno. cały świat trąbi o tym, jakież to fenomenalne działanie ma napar z zielonego, niewypalonego ziarna, więc postanowiliśmy zająć się tym również. napar ten nie ma zbyt wielu walorów smakowych, jednak działa oczyszczająco na organizm, pomaga redukować tkankę tłuszczową oraz spowalnia proces starzenia się skóry. czemu by więc nie spróbować?
poza tym Lena połknęła pionek z ulubionej gry Tymona i była mała rodzinna awantura, a biedna Lena zastanawiała się jak to możliwe, że rodzice twierdzą iż odzyskają pionek ;)
wodę odzyskaliśmy, ale to nie koniec naszych perypetii. odpadł nam tłumik w samochodzie, a ja mam grypę. Jak dobrze, że ten rok się już kończy !
poniedziałek, 30 grudnia 2013
niedziela, 29 grudnia 2013
... i po świętach
![]() |
| droga do domu |
![]() |
| nasze małe wielkie szczęście |
pora "byczenia się" dobiegła końca. wyjadamy ostatnie pierniki ;) i szykujemy się do przywitania Nowego 2014 Roku. oby był dla wszystkich cenniejszy w doznania, weselszy, zdrowszy i jeszcze bardziej szalony i kolorowy niż poprzedni. wszystkim Wam życzę wielu dobrych ludzi na Waszej drodze, miłości i wspaniałych chwil w Nowym Roku
piątek, 22 listopada 2013
wielki powrót
bardzo dawno mnie tu nie było. pisząc "tu" mam na myśli ogólnie internet. ostatni raz przy komputerze siedziałam... w czerwcu. na pewno dla moich oczu była to zbawienna przerwa, ale już wystarczy. miło jest znowu tu wpaść, poczytać, popisać, pooglądać... jednak nie da się długo wytrzymać bez dzisiejszej techniki i wszelkiego rodzaju technicznych gadżetów.
na naszej wsi możliwość posiadania internetu oczywiście istnieje, ale wyboru jest stosunkowo niewiele. niby wszyscy zapewniają, że mają najlepszy zasięg i docierają wszędzie, ale jednak okazuje się w praktyce, że albo po prostu kłamią, albo my mieszkamy na totalnym zadupiu. i skłaniałabym się raczej do tej drugiej opcji ;) zobaczymy jak poradzi sobie obecne urządzenie. puki co jestem, internet działa i daje mi to bardzo dużo radości.
przez te kilka (prawie pół roku) miesięcy wiele się u nas wydarzyło. idziemy do przodu, chociaż nie zawsze jest lekko. palarnia się rozwija i to cieszy nas najbardziej. podobno pieniądze nie dają szczęścia, ale i krowa nie daje sera ;)
wiele też planów przed nami i mam nadzieję, że je zrealizujemy. bo ważne jest to, że walczysz. wtedy jesteś zwycięzcą. a prosty w życiu jest jedynie rów na dupie.
na naszej wsi możliwość posiadania internetu oczywiście istnieje, ale wyboru jest stosunkowo niewiele. niby wszyscy zapewniają, że mają najlepszy zasięg i docierają wszędzie, ale jednak okazuje się w praktyce, że albo po prostu kłamią, albo my mieszkamy na totalnym zadupiu. i skłaniałabym się raczej do tej drugiej opcji ;) zobaczymy jak poradzi sobie obecne urządzenie. puki co jestem, internet działa i daje mi to bardzo dużo radości.
przez te kilka (prawie pół roku) miesięcy wiele się u nas wydarzyło. idziemy do przodu, chociaż nie zawsze jest lekko. palarnia się rozwija i to cieszy nas najbardziej. podobno pieniądze nie dają szczęścia, ale i krowa nie daje sera ;)
wiele też planów przed nami i mam nadzieję, że je zrealizujemy. bo ważne jest to, że walczysz. wtedy jesteś zwycięzcą. a prosty w życiu jest jedynie rów na dupie.
wtorek, 18 czerwca 2013
kiszenie
dziś postanowiłam ukisić ogórki. zrobiłam więc zakup w postaci małych ogóreczków, kopru i czosnku (ponieważ w naszym ogródku jeszcze nie wyrosły) i w swoim glinianym garze odziedziczonym po babci, ukisiłam ogórasy. pachnie pięknie w całym domu. już nie mogę się doczekać. a na nasze ogródkowe ogórki musimy jeszcze poczekać. są jeszcze małymi roślinkami i nie prędko dadzą owoce ;)
poza tym dzień pełen wody. spędziłam go sama z Lusią, a ciśnienie nie dawało nam spokoju. po burzy, jaka nad nami przeszła zaczęła potwornie parować ziemia. nie dało się oddychać. dlatego obie z Lusią przeleżałyśmy dzień, czytając książeczki. dopiero wieczorem zaczęło się poprawiać i lżej robić na płucach. zawędrowałam więc do ogródka i ... znalazłam pierwsze czerwone truskawki i jagody kamczackie
nasze pierwsze truskawki w tym roku. to cudowne móc iść do ogródka i zerwać wyhodowane przez siebie owoce i warzywa. to oprócz walorów smakowych daje ogromnie dużo satysfakcji. uroczy stan dla ciała i duszy :)
poza tym dzień pełen wody. spędziłam go sama z Lusią, a ciśnienie nie dawało nam spokoju. po burzy, jaka nad nami przeszła zaczęła potwornie parować ziemia. nie dało się oddychać. dlatego obie z Lusią przeleżałyśmy dzień, czytając książeczki. dopiero wieczorem zaczęło się poprawiać i lżej robić na płucach. zawędrowałam więc do ogródka i ... znalazłam pierwsze czerwone truskawki i jagody kamczackie
nasze pierwsze truskawki w tym roku. to cudowne móc iść do ogródka i zerwać wyhodowane przez siebie owoce i warzywa. to oprócz walorów smakowych daje ogromnie dużo satysfakcji. uroczy stan dla ciała i duszy :)
poniedziałek, 17 czerwca 2013
przemyślenia przy ogródkowych porządkach
wszystko wygląda co raz lepiej. gdzieś daleko widać kres naszych zmartwień, jakieś małe światełko w tunelu. brzmi to może dość infantylnie, ale nie mam potrzeby zastanawiać się nad bardziej wyszukanymi słowami, żeby określić to co obecnie czuję. pomyśleć, że jeszcze trzy lata temu nie widziałam sensu życia i chciałam, żeby wszystko przestało istnieć. było we mnie tyle złości, tyle nienawiści... nie wyzbyłam się oczywiście tych uczuć. prawdę mówiąc czasem samą siebie zaskakuję, ile tego jadu we mnie jest ;) ale nauczyłam się trzymać je gdzieś głęboko. i jestem jeszcze bardziej nieufna do ludzi, niż wcześniej.
inaczej żyję, a to zasługa Grubego. to on nauczył mnie cieszyć się z małych, zwykłych rzeczy. że rano wstało słońce, że śpiewają ptaki, że jesteśmy wszyscy razem, że nadal żyję, że brzózka przed domem puściła młode listki. uczę się od niego, że rzeczy materialne nie są ważne. dziś mam, ale jutro mogę tego nie mieć. i co z tego, skoro jesteśmy razem. i tego nikt nam nie odbierze. to jest wartość, której nie stracimy.
przyglądam się z boku swoim dawnym znajomym, przyjaciołom, ludziom, których nie znałam zbyt dobrze i cieszę się, że są mi tacy dalecy. że nic mnie z nimi nie łączy, że mam swój azyl, swój spokój, swój mały wielki świat. i on składa się z emocji, uczuć, pragnień, ciepła i bliskości. niczego nie da się w tym świecie przeliczyć, niczego sprzedać, na niczym zarobić. nadal nie mam "poduszki finansowej", o której swego czasu wiele się nasłuchałam. nie mam jej teraz, nigdy nie miałam i pewnie mieć nie będę, ale nie jest mi potrzebna. mam wielką "puchową podporę", jaką jest moja rodzina. żyję dniem dzisiejszym i z każdego dnia biorę wielkimi garściami. zachłystuję się każdym dniem i jestem szczęśliwa. prawdziwie i szczerze szczęśliwa.
wszystkim życzę dystansu. problemy są i będą zawsze, ale ważne żeby mieć je z kim dzielić. dlatego też życzę wszystkim spotkania swojej wielkiej, szczerej miłości.
inaczej żyję, a to zasługa Grubego. to on nauczył mnie cieszyć się z małych, zwykłych rzeczy. że rano wstało słońce, że śpiewają ptaki, że jesteśmy wszyscy razem, że nadal żyję, że brzózka przed domem puściła młode listki. uczę się od niego, że rzeczy materialne nie są ważne. dziś mam, ale jutro mogę tego nie mieć. i co z tego, skoro jesteśmy razem. i tego nikt nam nie odbierze. to jest wartość, której nie stracimy.
przyglądam się z boku swoim dawnym znajomym, przyjaciołom, ludziom, których nie znałam zbyt dobrze i cieszę się, że są mi tacy dalecy. że nic mnie z nimi nie łączy, że mam swój azyl, swój spokój, swój mały wielki świat. i on składa się z emocji, uczuć, pragnień, ciepła i bliskości. niczego nie da się w tym świecie przeliczyć, niczego sprzedać, na niczym zarobić. nadal nie mam "poduszki finansowej", o której swego czasu wiele się nasłuchałam. nie mam jej teraz, nigdy nie miałam i pewnie mieć nie będę, ale nie jest mi potrzebna. mam wielką "puchową podporę", jaką jest moja rodzina. żyję dniem dzisiejszym i z każdego dnia biorę wielkimi garściami. zachłystuję się każdym dniem i jestem szczęśliwa. prawdziwie i szczerze szczęśliwa.
wszystkim życzę dystansu. problemy są i będą zawsze, ale ważne żeby mieć je z kim dzielić. dlatego też życzę wszystkim spotkania swojej wielkiej, szczerej miłości.
czwartek, 6 czerwca 2013
pięcioraczki
całą noc nie spałam. czułam się jak matka pięcioraczków. czuwałam, żeby Frisbee ich nie przygniotła. poza tym, są tak śliczne, że cały czas można na nie patrzeć.
przedstawmy się. mamy dwa dni i jest nas pięcioro
cały tata. z moich obserwacji wynika, że jest najbardziej waleczny. boksuje systematycznie swoje rodzeństwo, przepycha się, jest najsilniejszy i wszędzie musi być pierwszy. cały rudy, jak jego tata.
drugi jest "przytuliński". wtula się w każdą dziurę, podkopuje pod rodzeństwo, wsuwa pod kocią mamę. chyba będzie pieszczochem. jest biały w rude łatki.
choć wygląda jak gapcio, to jest to bardzo waleczny kotek. podobnie jak pierwszy przepycha się i walczy. jest biały w rudo czarne łatki. najbardziej kolorowy ze wszystkich.
czwarty jest ciemno brązowy w rude cętki. bardzo spokojny i ustępliwy. mam wrażenie, że to "ona".
ostatnie kociątko. piąty jest cały ciemno brązowy, w białych okularach. to tym myśliciela. ;) z głową w chmurach.
pięć małych, kolorowych serdelków. na tym zdjęciu widać dokładnie jak pierwszy, rudy, najbardziej się rozpycha.
przedstawmy się. mamy dwa dni i jest nas pięcioro
![]() | |
| kociątko pierwsze |
![]() | ||
| pierwszy z profilu |
![]() | ||
| kociak drugi |
![]() | |||
| i prawie profil drugiego |
![]() | |
| kociak trzeci |
![]() |
| profil trzeciego |
![]() |
| kociak czwarty |
![]() |
| profil czwartego |
![]() |
| kociak piąty |
![]() |
| profil piątego |
![]() |
| cała piątka z mamą |
środa, 5 czerwca 2013
rodzinka ;)
na dzień dzisiejszy zostaną w domu. śpią w koszyku wiklinowym, wyściełanym miękkim i ciepłym kocem. po raz pierwszy jestem kocią mamą, więc jest to dla mnie zupełnie nowa sytuacja. natura jednak sprytnie to wymyśliła i tak na prawdę wszystko dzieje się poza mną. ja na razie obserwuję, pilnuję i doglądam.
wszystkie kocięta za kilka miesięcy będą musiały znaleźć swój nowy dom, dlatego przemyślcie sprawę i może zaopiekujecie się jednym z nich. piszcie jeśli jesteście zainteresowani.
środa, 22 maja 2013
z zielnikiem w ręku
kilka dni temu, przed skoszeniem ogrodu postanowiłam zebrać mlecze i własnoręcznie zrobić miód. trochę o nim czytałam, o jego właściwościach, o tym jak dobry jest na wątrobę... i udało się. ugotowałam pyszny, złoty specyfik, który w smaku i wyglądzie nie różni się niczym od zwykłego miodu. jestem z siebie dumna :) postanowiłam karmić nim siebie i całą resztę rodziny.
moja spiżarnia powoli zapełnia się słoikami (a wszystkie z pod mojej ręki) jest trochę jak u babci, albo czarownicy, bo oprócz dżemów i kompotów jest w niej pełno ziół i kwiatów o których wiedziałam wcześniej, że to chwast. dziś odnoszę się do nich z większym szacunkiem. pokrzywy, stokrotki, mlecze.... już nie trafiają do kompostu, tylko na talerz :) smakują na prawdę rewelacyjnie, a do tego kosmicznie wyglądają.
moja spiżarnia powoli zapełnia się słoikami (a wszystkie z pod mojej ręki) jest trochę jak u babci, albo czarownicy, bo oprócz dżemów i kompotów jest w niej pełno ziół i kwiatów o których wiedziałam wcześniej, że to chwast. dziś odnoszę się do nich z większym szacunkiem. pokrzywy, stokrotki, mlecze.... już nie trafiają do kompostu, tylko na talerz :) smakują na prawdę rewelacyjnie, a do tego kosmicznie wyglądają.
poniedziałek, 13 maja 2013
leżę w szpitalu w warszawie. jest strasznie. śmierdzi trupem, a ludzie wydają z siebie dziwne dźwięki. chcę do domu. czuję się tu jak stary i strasznie chory człowiek. a wolę myśleć o sobie, jak o młodym, silnym i gotowym do walki organizmie. lekarze nie umieją przekazywać złych informacji, a to mnie dołuje. postanowiłam więc wziąć sprawy we własne ręce i pokonać chorobę. i jak tak sobie rozmyślałam, to "odwiedziła"mnie Kucianka :) nawijałyśmy przez telefon chyba z godzinę, ale miło mi było, że do mnie "wpadła".
poza tym nudzę się tu okropnie. w domu znalazłabym sobie 1000 pilnych spraw i zajęć. czuję, że brakuje mi powietrza. a od szarego koloru robi mi się źle!!! chcę na swoją łąkę!!! na wieś!!!
poza tym nudzę się tu okropnie. w domu znalazłabym sobie 1000 pilnych spraw i zajęć. czuję, że brakuje mi powietrza. a od szarego koloru robi mi się źle!!! chcę na swoją łąkę!!! na wieś!!!
![]() |
| moja dzisiejsza kolacja :/ |
wtorek, 7 maja 2013
:)
jeden dzień pięknego słońca pozwolił mi zmienić trochę kolor skóry, nabrałam też ochoty do życia i pracy. wiosenne porządki idą więc pełną parą. i choć weekend majowy był mokry, w kapoku jak się okazuje też można i dlatego rosną już pomidorki, sałata, pory, szczypiorek, cebula, rzodkiewki.... lubię to.
w niedzielę przygrzało trochę słońce i zrobiliśmy sobie z dziećmi majówkę w ogrodzie. był śmierdzący grill i niezawodna szarlotka Kasi z Kutna (Kucianki). niezawodna szarlotka, jak również Kasia !!! pozdrawiam Cię kochana gorąco. Kucianka, to taka sprawdzona osoba, która się martwi, myśli, pamięta, dzwoni, trzyma zawsze kciuki i mocno wierzy. mało jest takich ludzi.trzeba takie znajomosci pielęgnować.
poza tym cały czas dzieją się szalone rzeczy w mojej głowie. współczuję Grubemu. samej sobie też. ciężko jest siebie samej nie rozumieć. może kiedyś napiszę o tym książkę...
w niedzielę przygrzało trochę słońce i zrobiliśmy sobie z dziećmi majówkę w ogrodzie. był śmierdzący grill i niezawodna szarlotka Kasi z Kutna (Kucianki). niezawodna szarlotka, jak również Kasia !!! pozdrawiam Cię kochana gorąco. Kucianka, to taka sprawdzona osoba, która się martwi, myśli, pamięta, dzwoni, trzyma zawsze kciuki i mocno wierzy. mało jest takich ludzi.trzeba takie znajomosci pielęgnować.
poza tym cały czas dzieją się szalone rzeczy w mojej głowie. współczuję Grubemu. samej sobie też. ciężko jest siebie samej nie rozumieć. może kiedyś napiszę o tym książkę...
niedziela, 21 kwietnia 2013
wiosna pełną gębą!!!
nadeszła wreszcie długo wyczekiwana wiosna. faceci zaczynają swój taniec godowy, kobitki wystawiają oponki ;) hormony buzują... cudowny czas. słońce, pachnące powietrze i chce się żyć. mnie też. a już zaczynałam się obawiać, że nie doczekam tego stanu.
w ogrodzie też ruszyło życie. martwiłam się tą długą zimą. truskawki, borówki, jagody, poziomki, agrest, porzeczki.... wszystko przetrwało i powoli wystawia młode zielone listki. widok jak z bajki. ćwierkają ptaki i wszystko wokół się zieleni. utrwalam takie obrazki w swojej głowie. jak ogarnę się z porządkami, mam zamiar utrwalać je na płótnie.
już posadziłam paprykę i pomidory, sałatę i cukinię. już zaczęły się porządki na podwórku, w ogrodzie. uwielbiam. nie wiem dlaczego, ale tak już mam, że stagnacja mnie wykańcza.
teraz planuję, ustawiam, remontuję... i czuję się jakbym się na nowo urodziła. jakby w moim organizmie znowu pojawiło się życie. nic mnie już nie martwi, nie spędza mi snu z powiek. wraz z nadejściem wiosny, postanowiłam zamknąć wreszcie wszystkie złe sprawy. wykasować z pamięci wszystkich negatywnych ludzi, puścić w zapomnienie wszystkie te lata, które okazały się naładowane fałszywymi decyzjami i fałszywymi ludźmi. wiosna to cudowny powód, żeby spojrzeć na swoje życie i świat z innej perspektywy. to po prostu cudowny czas.
w ogrodzie też ruszyło życie. martwiłam się tą długą zimą. truskawki, borówki, jagody, poziomki, agrest, porzeczki.... wszystko przetrwało i powoli wystawia młode zielone listki. widok jak z bajki. ćwierkają ptaki i wszystko wokół się zieleni. utrwalam takie obrazki w swojej głowie. jak ogarnę się z porządkami, mam zamiar utrwalać je na płótnie.
już posadziłam paprykę i pomidory, sałatę i cukinię. już zaczęły się porządki na podwórku, w ogrodzie. uwielbiam. nie wiem dlaczego, ale tak już mam, że stagnacja mnie wykańcza.
teraz planuję, ustawiam, remontuję... i czuję się jakbym się na nowo urodziła. jakby w moim organizmie znowu pojawiło się życie. nic mnie już nie martwi, nie spędza mi snu z powiek. wraz z nadejściem wiosny, postanowiłam zamknąć wreszcie wszystkie złe sprawy. wykasować z pamięci wszystkich negatywnych ludzi, puścić w zapomnienie wszystkie te lata, które okazały się naładowane fałszywymi decyzjami i fałszywymi ludźmi. wiosna to cudowny powód, żeby spojrzeć na swoje życie i świat z innej perspektywy. to po prostu cudowny czas.
wtorek, 2 kwietnia 2013
prima aprilis
Matka Natura ma kiepskie poczucie humoru. mnie przynajmniej nie bardzo ono pasuje. drugi dzień kwietnia, a za oknem sroga zima. biało. zimno. wiosny ani widu, ani słychu. i nic nie można zorganizować w ogrodzie i spacery są smutniejsze i nic tak nie smakuje, jak wiosną... sen zimowy jest teraz najprzyjemniejszy. tylko chyba już nie pora na spanie. przyroda powinna budzić się do życia. my wszyscy potrzebujemy słońca, ciepła, energii.
czekamy. z wielką nadzieją, że nadejdzie szybko.
a jutro czeka mnie Warszawa. bardzo nie chcę tam jechać. wolałabym leżeć w ciepłym łóżku i spać. jeśli dłużej ten stan pogodowy potrwa, to chyba uschnę.
a wszystkim życzę ciepła i dużo wiary w to, że już niedługo nadejdzie wiosna.
czekamy. z wielką nadzieją, że nadejdzie szybko.
a jutro czeka mnie Warszawa. bardzo nie chcę tam jechać. wolałabym leżeć w ciepłym łóżku i spać. jeśli dłużej ten stan pogodowy potrwa, to chyba uschnę.
a wszystkim życzę ciepła i dużo wiary w to, że już niedługo nadejdzie wiosna.
sobota, 30 marca 2013
wielkanoc
kochani!!! wszystkim Wam, z okazji Świąt Wielkanocnych, życzymy zdrowia, słońca, uśmiechu i wszelkiej radości każdego kolejnego dnia.
poniedziałek, 25 marca 2013
śniegowa apokalipsa
wszędzie biało. biało i zimno. a zimna nie toleruję.
wczoraj w nocy wyszłam z domu po zwierzęta, bo przez pogodę śpią z nami, i mało co nie zamarzłam. śnieg chrupał mi pod nogami bardziej niż w styczniu. dlatego szybko uciekłam do domu i postanowiłam nie wychodzić do wiosny. zobaczymy co z tego będzie i jak długo wiosna będzie zwlekała.
siedząc w domu wymyśliłyśmy z dziewczynami (Lusią i Tysią) filcowe ciasteczka. w ten sposób powstały "kruche" broszki. kolorowe i apetyczne. wszystkich zainteresowanych zapraszam do sklepu. na te zimowe, mroźne dni to chyba taka mała przyjemność.
wczoraj w nocy wyszłam z domu po zwierzęta, bo przez pogodę śpią z nami, i mało co nie zamarzłam. śnieg chrupał mi pod nogami bardziej niż w styczniu. dlatego szybko uciekłam do domu i postanowiłam nie wychodzić do wiosny. zobaczymy co z tego będzie i jak długo wiosna będzie zwlekała.
siedząc w domu wymyśliłyśmy z dziewczynami (Lusią i Tysią) filcowe ciasteczka. w ten sposób powstały "kruche" broszki. kolorowe i apetyczne. wszystkich zainteresowanych zapraszam do sklepu. na te zimowe, mroźne dni to chyba taka mała przyjemność.
![]() |
| filcowe ciasteczka |
czwartek, 21 marca 2013
wiosennie zapraszamy :)
w związku z nadejściem kalendarzowej wiosny, postanowiliśmy wprowadzić mały drobiazg do naszego sklepu. od dnia dzisiejszego do każdego zamówienia w naszym sklepie, będzie dołączony mały prezent. przywieszka do telefonu w kształcie ziarna kawy :) to tak na wiosenny początek. zapraszamy i czekamy na Wasze maile.
środa, 20 marca 2013
znowu wiosna ;)
no i mamy wiosnę astronomiczną. wiem, wiem, już o wiośnie pisałam, ale ten temat przeplata nam się trochę ze względu na niezdecydowanie tej cudownej pory roku. przychodzi, odchodzi i znowu wraca... jutro wiosna kalendarzowa, a później tylko z górki. tylko cieplej i cieplej.
a ja dziś pomimo śniegu za oknem, dostałam wielkiego wiosennego, energetycznego kopa w tyłek i rozpoczęłam w domu wiosenne porządki. reszta domowników oczywiście bardzo się ucieszyła ;) bo ich również pozytywnie naładowałam. efekt był znakomity. wszyscy zmęczeni z wielkim apetytem zjedliśmy obiad, a w domu pachnie świeżością. i kawą, bo oczywiście odpoczywaliśmy przy pysznej kawie. przy niej wszystko robi się z przyjemnością, a co najważniejsze - z przyjemnością się ją pije. i tego Wam również życzę, serdecznie zapraszając do naszego sklepu :)
a ja dziś pomimo śniegu za oknem, dostałam wielkiego wiosennego, energetycznego kopa w tyłek i rozpoczęłam w domu wiosenne porządki. reszta domowników oczywiście bardzo się ucieszyła ;) bo ich również pozytywnie naładowałam. efekt był znakomity. wszyscy zmęczeni z wielkim apetytem zjedliśmy obiad, a w domu pachnie świeżością. i kawą, bo oczywiście odpoczywaliśmy przy pysznej kawie. przy niej wszystko robi się z przyjemnością, a co najważniejsze - z przyjemnością się ją pije. i tego Wam również życzę, serdecznie zapraszając do naszego sklepu :)
sobota, 16 marca 2013
po krótkiej, aczkolwiek intensywnej chorobie pod tytułem grypa, wykaraskałam się z wyra. dziś obudziło mnie przyjemne słonko, ale o wiośnie jeszcze nie słyszałam :( biały śnieg otula całą naszą działkę i dom niestety również. mogłabym spokojnie ubierać choinkę, a nie przygotowywać się do wielkanocy. i to mnie martwi. zima w marcu nie jest niczym dziwnym, ale mogłaby już odejść. tęsknię za ciepłym słońcem i zielenią. i dlatego wszystkim Wam również życzę dużo słońca i ciepła.
wtorek, 5 marca 2013
kolorowo i wiosennie
dziś dzień pełen wrażeń. od ran w ogródku. przekopałyśmy grządki, Lusia czesała Whyskiego, jeździła na swoim traktorku. tęskniłyśmy za słońcem, dlatego spędziłyśmy cały dzień na powietrzu.
a wieczorem wspólne malowanie. moja gwiazda malowała na golasa :) bawiłyśmy się przy tym rewelacyjnie. zobaczymy co nam z tej pracy wyjdzie.
poniedziałek, 4 marca 2013
wiosna???
ja dziś idę do ogródka. słońce mnie obudziło, czekałam na to kilka miesięcy. zimnych miesięcy. i nareszcie jest. i nazywa się wiosna. i mam plan nacieszyć się tym dniem, mocno i intensywnie. dziś plan sadzenia papryki i pomidorów. razem z Luśką dziś spędzamy czas w ogrodzie. nareszcie!!!
wieczorem może jeszcze coś opowiem ;)
wieczorem może jeszcze coś opowiem ;)
piątek, 22 lutego 2013
zima nie odpuszcza. a ja mam jej już dosyć. chciałabym powiew wiosny, choćby maleńki. a zima w tym roku, choć wcale nie taka ostra, to długa.
tęsknie za słońcem i zieloną trawką i truskawkami....
kilka ostatnich dni spędziłam w Warszawie. do operacji coraz bliżej, a ja jestem coraz bardziej przerażona. życie smakuje inaczej. wszystko co dzieje się wokół mnie jest jakieś inne. trochę, jakbym oglądała film, w zupełnie nierealnym tempie. co będzie? czy znowu dam radę? a może mój zapas szczęścia właśnie się wyczerpuje? zobaczymy...
tęsknie za słońcem i zieloną trawką i truskawkami....
kilka ostatnich dni spędziłam w Warszawie. do operacji coraz bliżej, a ja jestem coraz bardziej przerażona. życie smakuje inaczej. wszystko co dzieje się wokół mnie jest jakieś inne. trochę, jakbym oglądała film, w zupełnie nierealnym tempie. co będzie? czy znowu dam radę? a może mój zapas szczęścia właśnie się wyczerpuje? zobaczymy...
poniedziałek, 11 lutego 2013
za chwilę Walentynki
na hasło "Gruby, co robimy w Walentynki?", otrzymałam dziś odpowiedz, że walimy tynki. niewiele w tym romantyzmu, ale po Grubym nie mogłam spodziewać się niczego innego ;)
a ja lubię to święto. oczywiście, zaraz przeczytam, że kochać się trzeba cały rok, że okazywanie sobie miłości raz w roku, to żadna miłość... ok, to wszystko prawda, ale dlaczego nie mielibyśmy tak szczególnie poczuć się ten raz w roku. poza tym to zawsze dobry pretekst, żeby zjeść wspólnie kolację, albo po prostu poświęcić sobie trochę czasu, zwłaszcza w dzisiejszej pogoni za... za pracą, za pieniędzmi, za czymkolwiek. tak więc coś na pewno wymyślę, czy się to Grubemu podoba, czy nie. a wszystkich, którzy podzielają moją opinię serdecznie pozdrawiam :)
![]() |
| więcej na www.manufakturakawy.blogspot.com |
piątek, 8 lutego 2013
...
spotkało mnie ostatnio rozczarowanie. bo czy to normalne, że lekarz odmawia leczenia? w dodatku nie wprost. i to jest najbardziej wkurzające.
pisałam kilka dni wcześniej o moim problemie z zębem nr "8", ale doszłam do wniosku, że powinnam opisać to bardziej dokładnie.
zanim trafiłam do lekarza który podjął się tego "wyzwania" i wyrwał mi zęba, minęłam kilku "specjalistów" wcześniej. nie będę podawała nazwisk, bo nie o to w tym chodzi, na pewno do nich już nie trafię.
tylko tak głośno się zastanawiam, czy mieli prawo mi odmówić. twierdzili, że nie mają specjalistycznych narzędzi, albo wymyślali inne głupoty. a wszystko to w momencie, kiedy uprzedzałam, że jestem chora.
to, że "przyjaciele", czy znajomi omijają mnie szerokim łukiem, bojąc się konfrontacji ze mną, to już przebolałam. już się z tym pogodziłam.
wszystko było ok, kiedy byłam w Łodzi, praktycznie zawsze dyspozycyjna, wysłuchująca kto kogo zdradził i z kim, współczująca dla pozostawionych przez współmałżonków, wspierająca dobrym słowem w momencie kryzysu, czy zwykłego dołu. kiedy nas spotkało nieszczęście i świat się zawalił, "przyjaciele" przestali istnieć :) to żadni "przyjaciele" i tyle. zwłaszcza, że nie można się ode mnie niczym zarazić, ale lekarze chyba powinni być bardziej wyedukowani.
i wreszcie trafiłam do lekarza, chirurga - stomatologa, dla którego przeprowadzenie tej "skomplikowanej operacji" trwającej dosłownie 10 minut, jaką było usunięcie zęba nie było problemem. ale zanim go znalazłam, wycierpiałam się mocno, bo nie wolno mi brać żadnych leków przeciwbólowych. nawet jeśli zostałam przyjęta z litości, to chciałabym móc powiedzieć o tym lekarzu w wiadomościach wieczornych, że ktoś taki istnieje i że dobrze, że tak jest. a ja włączam wiadomości i słyszę kto kogo zamordował, jaką i gdzie bombę podłożył, ile osób zginęło i gdzie jakaś mamuśka znowu zamordowała swoje dziecko. a Tymon pozostawia jeden i ten sam komentarz : "mamo, znowu ten horror oglądasz?"
pisałam kilka dni wcześniej o moim problemie z zębem nr "8", ale doszłam do wniosku, że powinnam opisać to bardziej dokładnie.
zanim trafiłam do lekarza który podjął się tego "wyzwania" i wyrwał mi zęba, minęłam kilku "specjalistów" wcześniej. nie będę podawała nazwisk, bo nie o to w tym chodzi, na pewno do nich już nie trafię.
tylko tak głośno się zastanawiam, czy mieli prawo mi odmówić. twierdzili, że nie mają specjalistycznych narzędzi, albo wymyślali inne głupoty. a wszystko to w momencie, kiedy uprzedzałam, że jestem chora.
to, że "przyjaciele", czy znajomi omijają mnie szerokim łukiem, bojąc się konfrontacji ze mną, to już przebolałam. już się z tym pogodziłam.
wszystko było ok, kiedy byłam w Łodzi, praktycznie zawsze dyspozycyjna, wysłuchująca kto kogo zdradził i z kim, współczująca dla pozostawionych przez współmałżonków, wspierająca dobrym słowem w momencie kryzysu, czy zwykłego dołu. kiedy nas spotkało nieszczęście i świat się zawalił, "przyjaciele" przestali istnieć :) to żadni "przyjaciele" i tyle. zwłaszcza, że nie można się ode mnie niczym zarazić, ale lekarze chyba powinni być bardziej wyedukowani.
i wreszcie trafiłam do lekarza, chirurga - stomatologa, dla którego przeprowadzenie tej "skomplikowanej operacji" trwającej dosłownie 10 minut, jaką było usunięcie zęba nie było problemem. ale zanim go znalazłam, wycierpiałam się mocno, bo nie wolno mi brać żadnych leków przeciwbólowych. nawet jeśli zostałam przyjęta z litości, to chciałabym móc powiedzieć o tym lekarzu w wiadomościach wieczornych, że ktoś taki istnieje i że dobrze, że tak jest. a ja włączam wiadomości i słyszę kto kogo zamordował, jaką i gdzie bombę podłożył, ile osób zginęło i gdzie jakaś mamuśka znowu zamordowała swoje dziecko. a Tymon pozostawia jeden i ten sam komentarz : "mamo, znowu ten horror oglądasz?"
poniedziałek, 4 lutego 2013
udany poniedziałek :)
pięknie rozpoczęty tydzień. po pierwsze pozbyłam się długo bolącej "8", czyli zęba "mądrości". chyba niewiele ma on wspólnego z rozumem, bo nie czuję się przez jego wyrwanie głupsza. wręcz przeciwnie. wiem już, że nie będę więcej czekała i wyrwę kolejną "8" zanim się popsuje.
po drugie, rusza sklep. pod naszym zdjęciem, pod napisem ZAPRASZAMY znajduje się link, po naciśnięciu którego, znajdziecie się właśnie w sklepie. możecie kupić kawę, to oczywiste i do tego najbardziej Was zapraszamy, ale również inne rzeczy, typu świecidełka czy przytulaki. wszystko handmade. !
kontakt do zamówień znajduje się na samym dole bloga.
serdecznie zapraszamy!!
po drugie, rusza sklep. pod naszym zdjęciem, pod napisem ZAPRASZAMY znajduje się link, po naciśnięciu którego, znajdziecie się właśnie w sklepie. możecie kupić kawę, to oczywiste i do tego najbardziej Was zapraszamy, ale również inne rzeczy, typu świecidełka czy przytulaki. wszystko handmade. !
kontakt do zamówień znajduje się na samym dole bloga.
serdecznie zapraszamy!!
poniedziałek, 28 stycznia 2013
coraz bliżej tłustych świąt ;)
u nas przygotowania do tłustego czwartku rozpoczęły się na dobre. jest mięciutko i kolorowo, choć nie pachnie i nie jest tak słodko ;) ale jest plus dla damskiej części zainteresowanych. nie przybywa kalorii!!! to pączkowe breloczki - do wyboru, do koloru...
| talerz pełen pączków |
| pączkowe breloczki :) |
| czekoladowy pączek z lukrową polewą |
| czekoladowy pączek z różaną polewą |
| pączek z pistacjową polewą |
| pączek z pomarańczową polewą |
| pączek lukrowany |
| pączek z karmelową polewą |
| pączek z cukrową polewą i posypką |
niedziela, 27 stycznia 2013
łatanie dziury budżetowej
73 km/h na terenie z ograniczeniem do 60 km/h. konsekwencje - mandat w wysokości 100 zł i 4 punkty karne.
ale od początku. jechałam dziś przed południem do Łodzi. pogoda jak wiadomo nie zachęcała mnie do tej wyprawy. zimno, szaro, mokro. poza tym niedziela, dzień odpoczynku, który prawdę mówiąc wolałabym spędzić w ciepłym domku z dziećmi. ale obowiązki. mus, to mus.
przez całą drogę gadałam. (już wiem, po kim Tymonek odziedziczył to gadulstwo). oczywiście o niczym konkretnym. zagłuszałam tak na prawdę radio. trzymałam się mniej więcej prędkości 60 km/h, nawet wyprzedzali mnie inni kierowcy. i nagle bach. przed moimi oczami ukazała się postać policjanta machającego do mnie uroczo lizakiem. humor popsuty już na cały dzień. w dodatku okazało się, że to kobieta. jestem spalona. niczego nie załatwię. w dodatku potraktuje mnie z góry, żeby się dowartościować, a mnie pogrążyć. podeszłam do uchylonego okna policyjnego samochodu z dokumentami, będąc przekonaną, że to rutynowa kontrola, może źle odśnieżony samochód... i tu moje zaskoczenie. okazało się, że "gnałam" z prędkością 73 km/h. 100 zł i 4 punkty karne. dołożyłam się więc dzisiaj do łatania dziury budżetowej. postawa obywatelska godna naśladowania ;) a pani policjantka okazała się bardzo miłą osobą. zasugerowała na koniec, iż wszystkiemu na pewno winny jest mężczyzna (czyli mój mąż) i po tych słowach wsparcia, doszłam do wniosku, że jestem usprawiedliwiona.
pozdrawiam serdecznie komendę powiatową policji w Pabianicach!
a co było przyczyną takiego biegu wydarzeń? nie wypita poranna kawa. z winy Grubego :)
ale od początku. jechałam dziś przed południem do Łodzi. pogoda jak wiadomo nie zachęcała mnie do tej wyprawy. zimno, szaro, mokro. poza tym niedziela, dzień odpoczynku, który prawdę mówiąc wolałabym spędzić w ciepłym domku z dziećmi. ale obowiązki. mus, to mus.
przez całą drogę gadałam. (już wiem, po kim Tymonek odziedziczył to gadulstwo). oczywiście o niczym konkretnym. zagłuszałam tak na prawdę radio. trzymałam się mniej więcej prędkości 60 km/h, nawet wyprzedzali mnie inni kierowcy. i nagle bach. przed moimi oczami ukazała się postać policjanta machającego do mnie uroczo lizakiem. humor popsuty już na cały dzień. w dodatku okazało się, że to kobieta. jestem spalona. niczego nie załatwię. w dodatku potraktuje mnie z góry, żeby się dowartościować, a mnie pogrążyć. podeszłam do uchylonego okna policyjnego samochodu z dokumentami, będąc przekonaną, że to rutynowa kontrola, może źle odśnieżony samochód... i tu moje zaskoczenie. okazało się, że "gnałam" z prędkością 73 km/h. 100 zł i 4 punkty karne. dołożyłam się więc dzisiaj do łatania dziury budżetowej. postawa obywatelska godna naśladowania ;) a pani policjantka okazała się bardzo miłą osobą. zasugerowała na koniec, iż wszystkiemu na pewno winny jest mężczyzna (czyli mój mąż) i po tych słowach wsparcia, doszłam do wniosku, że jestem usprawiedliwiona.
pozdrawiam serdecznie komendę powiatową policji w Pabianicach!
a co było przyczyną takiego biegu wydarzeń? nie wypita poranna kawa. z winy Grubego :)
piątek, 25 stycznia 2013
julie i julia
wczoraj wieczorem obejrzałam (pewnie znany Wam dobrze) film "julie i julia". zainspirowana pięknymi zdjęciami i obrazami oraz samą historią pewnej blogerki, troszkę porównałam swoje życie do życia bohaterki. i tak mi to pisanie teraz inaczej idzie. do tego wszystkiego włączyłam dziś komputer i widzę "KOMENTARZ". czyli jednak nie piszę w próżnię, w czarną otchłań. ktoś tu zagląda, poświęca chwilę, żeby przeczytać moje gryzmoły i do tego zostawia po sobie "ślad", pisze co o tym myśli, jakie ma zdanie. to miłe. na prawdę. dziękuję i zapraszam wszystkich.
bardzo powoli, ale przyzwyczajam się do siedzenia w domu. mam nawet wrażenie, że zaczyna mi się to podobać. chyba odnalazłam siebie i w nowej roli "pani domu" całkiem nie źle się czuję ;) pozdrawiam i czekam na nowe komentarze :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
to może być interesujące
-
spotkało mnie ostatnio rozczarowanie. bo czy to normalne, że lekarz odmawia leczenia? w dodatku nie wprost. i to jest najbardziej wkurzające...
-
zwalić by można się z nóg co rusz, co krok. co noc, to szloch i rozpacz. ale czy warto? może nie warto? chyb...
-
śniadanie dziś było królewskie. gofry z truskawkami z ogródka, miętą i własnej produkcji jogurt. pychota!!! zrobiłam wszystkim domownikom wi...











































