wtorek, 28 stycznia 2014

a zima trwa...

nasz ogródek
nadal zimno :) niestety.
w lesie
krajobraz piękny, ale cóż z tego, kiedy tak zimno. oddajemy się więc pracy. ja dłubię jak sroka w świecidełkach
a Marcin (i tu zwracam się w szczególności do Pana Pawła) wypala mono z Meksyku, 100% arabica. zapraszamy więc wszystkich do sklepu :) i czekamy na ocieplenie.

niedziela, 26 stycznia 2014

paskudna pora roku :(

zima daje nam w kość. nie lubię zimy. dla mnie mogłaby trwać od 23 do 27 grudnia i później powinna przyjść wiosna. pięciodniowa zima wystarczyłaby mi w zupełności. mogłabym ją podziwiać na zdjęciach w internecie ;) mmmm.... jaka piękna zima, gdzieś tam, na końcu świata. a tu nic z tego. trzeba wstać rano, dorzucić do pieca, odśnieżyć podwórko, przywieść drzewa z drewutni... a wszystko to przy -10, albo i więcej stopniach mrozu.
ale mieszkając w mieście też nie lubiłam zimy. w nogi zimno, w ręce zimno... niby kaloryfery gorące, nie trzeba się martwić, ale co z tego, jak zimno wokoło. jestem przeciwnikiem zimy. uważam, że nie powinno jej być, w mojej wsi ;) a ponieważ jest to nie możliwe, muszę czekać do wiosny, tak jak cała reszta.
nasza przyjaciółka sikorka
największa zwolenniczka zimy ;)


co robią dzieci, kiedy się nudzą? nasze malują sobie buzie :)
kotek

wtorek, 21 stycznia 2014

świątecznie

u nas dziś bardzo świątecznie. po pierwsze urodziny mojego "małżonka", po drugie moje imieniny, do tego dzień babci i dzień dziadka.
fantastycznie spędzony dzień. rodzinnie, wesoło, prawie jak w święta ;) tort, życzenia, sto laty... fajnie. przez chwilę można zapomnieć o problemach. zostawić gdzieś w tyle złych ludzi, którzy tylko czekają aż podwinie mi się noga.
śmietanowy tort

a na zewnątrz dziwna aura. jakby z jakiegoś filmu. wszystko pokryte lodem. dokładnie wszystko. nie jesteśmy w stanie się poruszać.
widok z tarasu na okolice. to wszystko co widać nie jest wodą, ale lodem.
buda Whisky'ego


a tu kawałek psiej budy i choinka, oraz trawa. a wszystko pokryte warstwą lodu. wygląda to trochę jak z bajki. jest pięknie i mogłoby tak pozostać, gdyby nie fakt, że nie można się nigdzie wybrać. każdy ruch grozi upadkiem. dlatego siedzimy w domu i czekamy na wiosnę. i choć nie ma zimy, bardzo tęsknię za gorącym słońcem.

niedziela, 19 stycznia 2014

jogurtownica

kiwi
banan
mango
na imieniny od "małżonka" dostałam jogurtownice. szaleję. dziś rano stał już gotowy jogurt. z kiwi, z mango, z bananem i naturalny. dzieciaki były zachwycone. jogurt stanie się chyba podstawą naszych posiłków ;) i nie będę z tego powodu płakała. na pewno śniadania  mam już z głowy :)))
zabawa jest przednia, satysfakcja gwarantowana, radość ogromna. polecam wszystkim zakręconym mamom, które chciałyby zrobić przyjemność swoim pociechom i sobie samej.
jutro będę robić lody jogurtowe, bo chociaż połowa stycznia za nami, to zimy ani widu, ani słychu ;)

czwartek, 16 stycznia 2014

ferie

wielkimi krokami zbliżają się ferie. fajnie. dzieci będą cały czas w domu. znowu zrobi się głośno i zacznie tętnić życie. cieszę się. lubię jak wszyscy jesteśmy w domu. mam dla kogo gotować, piec ciasteczka i robić inne twórcze rzeczy. będę z dziewczynami grała na pianinie, Matylda będzie nas "męczyć" skrzypcami, może wyjmiemy farby, może zrobimy coś ze szmatek.... Tymon (jak tylko pojawi się śnieg) wyciągnie snowboard, pobliskie górki będą jego. dziś nie wyobrażam sobie życia bez dzieci, bez nich. sprawiają czasem tyle trosk, tyle zmartwień... ale wiem dlaczego jestem. wiem, że żyję, że mam dla kogo żyć i dla kogo to wszystko robię. i wystarczy mi, że są. są zdrowi, są obok mnie, są uśmiechnięci, czasem nadąsani, ale są moi. i nikt mi ich nie odbierze, nikt tego nie zmieni.  i choćby miało mnie jeszcze wiele zła doświadczyć, i choćbym znowu miała stracić wszystko, to ich będę miała zawsze. a mój dom będzie zawsze tam, gdzie będą oni.
fajnie jest być mamą

wtorek, 14 stycznia 2014

15 minut w kuchni


moja mama uległa, za co jestem jej bardzo wdzięczna. raz jeszcze dziękuję. za prezent imieninowy którym stała się książka Jamiego Oliviera "15 minut w kuchni". uwielbiam kolorowe książki kucharskie. uważam, że każda taka książka powinna mieć fotografie danej potrawy. dobrze zrobione zdjęcie jedzenia to połowa sukcesu. chce mi się wtedy gotować, zdjęcie mnie inspiruje do działania. wyzwala apetyt, podnosi poziom adrenaliny. a książka Jamiego Oliviera jest pełna wspaniałych zdjęć. pachnie jedzeniem, sprawia wielką radość i wyzwala poczucie głodu. otwierasz ją i chce ci się jeść.
i tak rozpoczęłam zapoznawanie się z nową "lekturą". obejrzałam ją. teraz zbliża się noc, więc wezmę ją do łóżka i poczytam. może znajdę coś ciekawego na jutrzejszy dzień. i może Eric-Emmanuel Schmitt się na mnie nie obrazi ;)

niedziela, 12 stycznia 2014

wietrzna niedziela

idealny dzień na latawca. dzieci szczęśliwe i ja również, bo spędziłam dzień w ciszy i spokoju. w miłym towarzystwie kawy, bo było mi bardzo sennie. właściwie wyciągnęłam się na sofie z książką. od dłuższego czasu jestem fanką Erica- Emmanuela Schmitta. obecnie zatraciłam się w "małżeństwie we troje". i za to lubię niedzielę. bez poczucia winy mogę nie robić nic i oddać się ulubionym zajęciom. leżeć, czytać, odpoczywać...
a później był spacer po lesie, który zakończył się zbiorem pięknych zdjęć autorstwa mojej starszej córki Matyldy. są piękne, a ja jestem z niej dumna!!!
są tacy, którzy ciągle chwalą się talentem do fotografii, a ona go po prostu ma :)


sobota, 11 stycznia 2014

sobotnie porządki

uwielbiam myć okna. poświęciłam dziś dzień swoim kuchennym oknom. i było warto. po pierwsze je znowu umyłam, później uszyłam nowe zasłonki z materiału, który dostałam od mamy na imieniny, a na koniec powiesiłam je w okna i efekt był... bardzo mnie zadowalający. w ogóle ostatnio cieszą mnie drobne rzeczy i to jest chyba największa radość. jestem szczęśliwa, że się budzę i jestem, że zagląda do mnie słońce, żeby powiedzieć mi dzień dobry, że kogut pieje, chociaż chwilami straszę go, że będzie z niego obiad jak się raz jeszcze odezwie, że budzę się od szesnastu lat obok tego samego mężczyzny. że miałam siłę wstać z łóżka, że mi się chce, że jeszcze tak wiele mogę w życiu zrobić, chociaż mówili, że nie mam na to szans. dziękuję.

10 dni...



kawa spakowana, wysłana. kokosanki upieczone, twarożek na rano już leży na sicie, lodówka nie działa i w tym stanie pozostanie jeszcze długi czas. nadal nie palimy, to już 10 dni - jeszcze żyjemy i pojawił się nowy problem, wysiada nam telewizor :( jeśli faktycznie przestanie działać, to ja z pewnością pogrążę się w żałobie. dla mnie życie bez KUCHNI TV, czy TVN jest niepełne, zwłaszcza teraz, kiedy nie siedzę tyle w ogródku, i nie kręcę się po podwórku.
czasem nawet nie patrzę, nie słucham, ale nie siedzę w ciszy. aż łza mi się kręci w oku, kiedy pomyślę, że nasz szesnastoletni telewizor odchodzi.

środa, 8 stycznia 2014

kolejny dzień

i tym sposobem dotarliśmy do ósmego stycznia. czas bez papierosa ciągnie się jak flaki. z olejem zresztą. kłócimy się potwornie. powietrze stało się gęste tak, że można by je kroić nożem.  tłumaczymy sobie, że to brak nikotyny, ale zaczynam powątpiewać.
i do tego rozwaliła nam się lodówka. bo przecież mało mamy problemów. na razie nie kupimy nowej, bo nie ma za co, ale korzystamy z małej.
głowa do góry. dopóki mamy siłę, nie przestaniemy walczyć!!!

poniedziałek, 6 stycznia 2014

pierwsze koty za płoty

rok rozpoczęliśmy grypą. po kolei najpierw ja, już przed Nowym Rokiem mnie rozłożyło, później Gruby jęczał i umierał na katar ;) i na końcu Lena. chorowała jeden dzień, ale bardzo intensywnie. tak więc pierwsze choroby mamy już za sobą. i oby jak najmniej ich w tym roku.
w sklepie rośnie zainteresowanie kawą zieloną, są pytania i zamówienia.
no i najważniejszy news z naszego domu. rzucamy palenie. trwa to już sześć dni (dla niektórych jest to zaledwie sześć dni, dla nas .) radzimy sobie jedząc. cały czas coś piekę, ciasteczka, rogaliki, bułeczki... a później "zajmujemy ręce". aż strach myśleć co będzie za kilka tygodni. na pewno będę informować o naszych nadwyżkach kilogramowych ;) i osiągnięciach w dziedzinie abstynencji nikotynowej ;)





piątek, 3 stycznia 2014

śniadanie

Lena, jeszcze w świątecznym wydaniu :)
nie wykazałam się w tym roku wigilijnie. chciałam dużo więcej zrobić, ale zabrakło mi czasu. wszystko było robione na wariata, jak zwykle u nas. dlatego wczoraj w nocy postanowiłam spełnić się w kuchni i upiekłam czterdzieści rogalików.


ciasto drożdżowe potrzebuje uwagi i poświęcenia. trzeba je długo wyrabiać, trzymać w cieple, dać mu czas żeby wyrosło. w zamian za to wyciągamy z piekarnika fantastyczne wypieki.
do tego postanowiłam zrobić twarożek ze świeżego mleka. również wyszedł wspaniały i pachnący.


wszystko trwało bardzo długo. piekłam do 2.00 w nocy. Marcin się wściekał, że zapachy nie dają mu zasnąć, a nie pozwalam mu zjeść.


dziś rano na śniadanie wjechały rogaliki z twarożkiem, miodem, dżemorem i gorącą herbatką. mmm..... palce lizać. dodam jedynie nieskromnie, że dżemor robiłam sama i miodek również. doszliśmy  wspólnie z Marcinem do wniosku, że życie jest całkiem kolorowe, a sprawianie sobie drobnych przyjemności pod postacią swojskiego śniadania dodaje mu jeszcze więcej barw.



czwartek, 2 stycznia 2014

przywitaliśmy Nowy Rok bardzo spokojnie i bardzo rodzinnie. było bardzo wesoło.Matylda kazał nam się wyszykować i nie przyjmowała do wiadomości, że chcemy spędzić Sylwestra w dresach, albo w piżamie.
sama oczywiście również się wystroiła i dodała sobie kilka lat. w jej wieku tak się ma ;)
był szampan i popcorn i smażone ziemniaczki. było na prawdę bardzo na luzie. a o północy wypuściliśmy do nieba lampion pełen życzeń. każdy sobie coś pomyślał na ten Nowy Rok.



i pofrunęło do nieba...

to może być interesujące