w sobotę, 1.II.,po wielu latach, spotkałam się z koleżankami z podstawówki. na spotkanie przyszłyśmy w piątkę.było... niesamowicie. nie widzieć się ponad dwadzieścia lat i nagle, w sobotni wieczór, tak zwyczajnie usiąść przy wspólnym stole, drinku i wspominać lata szkoły, opowiadać co się przez te wszystkie lata robiło, do czego doszło, pochwalić się dziećmi.... na prawdę niesamowite emocje. to jak bardzo się zmieniłyśmy, wydoroślałyśmy, a zarazem jak bardzo jesteśmy niezmienne i drzemią w nas te same małe dziewczynki z podstawówki. pełne marzeń, nadziei, może trochę naiwności... i nawet jeśli nie do końca jest tak jak byśmy chciały, nie do końca czujemy się usatysfakcjonowane, to jesteśmy. a czasami to wystarczy, żeby czuć się choć trochę lepiej.
bo czasem wystarczy się wygadać, mieć kogoś na kogo można "zwalić" problem. można wtedy złapać więcej powietrza w płuca, żeby mieć znowu siłę dalej iść.
dlatego dziewczyny pamiętajcie, że jesteśmy. że w nas jest siła. a poza tym w kupie raźniej.
a jeśli czytacie tego bloga, to bardzo Wam dziękuję za wieczór i towarzystwo. na prawdę spędziłam fantastyczny wieczór.
niedziela, 2 lutego 2014
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
to może być interesujące
-
spotkało mnie ostatnio rozczarowanie. bo czy to normalne, że lekarz odmawia leczenia? w dodatku nie wprost. i to jest najbardziej wkurzające...
-
zwalić by można się z nóg co rusz, co krok. co noc, to szloch i rozpacz. ale czy warto? może nie warto? chyb...
-
śniadanie dziś było królewskie. gofry z truskawkami z ogródka, miętą i własnej produkcji jogurt. pychota!!! zrobiłam wszystkim domownikom wi...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
napisz nam, co o tym myślisz...