słabnę. marazm wgryza się w moją głowę. mam coraz mniej sił. jeśli coś nie drgnie w moim życiu to oszaleję. czekam na jakiś cud. na grom z jasnego nieba. na olśnienie. na dzień w którym powiem "nareszcie, moje życie się odmieniło"
chce mi się płakać. krzyczeć.
mam w sobie mnóstwo złości. do całego świata, do bliskich, do dalszych...
i pełno we mnie miłości. i tak się miotam. i w głowie mi się miesza. i raz jest yin, a za chwilę yang. jak długo jeszcze? jak długo dam radę? a może pora się wycofać? poddać?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
to może być interesujące
-
spotkało mnie ostatnio rozczarowanie. bo czy to normalne, że lekarz odmawia leczenia? w dodatku nie wprost. i to jest najbardziej wkurzające...
-
zwalić by można się z nóg co rusz, co krok. co noc, to szloch i rozpacz. ale czy warto? może nie warto? chyb...
-
śniadanie dziś było królewskie. gofry z truskawkami z ogródka, miętą i własnej produkcji jogurt. pychota!!! zrobiłam wszystkim domownikom wi...
dedykuję Pani wiersz E Stachury czy warto.i słowa J.Kowalczyk :zdechnę,albo wygram.pzb
OdpowiedzUsuńKowalczyk ma w sobie taką siłę, jakiej mógłby niejeden pozazdrościć. ja odpadam. poza tym moja walka trwa już kilka lat, a Kowalczyk zdaje mi się biegła dziesięć kilometrów. ;)
Usuńale miło mi, że znowu Pan o mnie pamięta. serdecznie pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńaha, palarnia wysprzątana. dziękuję za pomoc ;)))