wtorek, 14 lipca 2015

smętnie...

jeśli nie wymyślę nowego komputera i przyjdzie mi pracować dalej na tym starym gracie, to chyba przestanę pisać bloga. to jest potwornie męczące. co chwilę się rozłącza, nie działają ważne opcje, wszystko trwa potwornie długo i w rezultacie odechciewa się wszystkiego. coś co mogłabym zrobić w kilka minut, przeciąga się w nieskończoność.
i tak rozpoczęłam kolejny tydzień mojego marnego życia. marnego, ale pokochałam je całym sercem, trochę przyzwyczajając się też do niego.
dziś leżę, więc postanowiłam coś skrobnąć. dziewczyny siedzą razem w pokoju, coś tam babskiego robią ;) a Marcin z Tymonem grają w karty. na zewnątrz pada. wszystkim taka pogoda pokrzyżowała plany. może później się poprawi.

czwartek, 11 czerwca 2015

...czas ucieka

jestem. minęło bardzo dużo czasu, ale wreszcie mam komputer i znowu mogę pisać. cieszę się, chociaż korzystam ze starego komputera mojej córki, ale lepsze to niż nie mieć wcale. dziś tylko trochę opiszę, co się przez ten miesiąc działo, a jutro będą zdjęcia.
po pierwsze zrezygnowaliśmy z owiec. jakoś nam kompletnie nie szło. inaczej to sobie wyobrażałam i trochę się zawiodłam. zakupiliśmy kozy. od niedawna jest z nami Benek, Mela i Adela. plan jest prosty. mają dać nam mleko, z którego będziemy wyrabiać sery. mam nadzieję, że wszystko się ułoży pomyślnie.
po drugie, w naszym kurniku zagościło czterdzieści nowych Leghornów. niosą nam jajeczka i to dość sporo, ale cały czas się hodowli uczymy. kurek jest już siedemdziesiąt, więc jest wokół czego chodzić. oprócz nich, są jeszcze cztery koguty. piękne.jutro zamieszczę zdjęcia.
kolejna nowość - zbudowaliśmy wędzarnie i robimy sami kiełbasy i szynki. super przygoda. wreszcie wiemy co jemy. mamy swoje sery (na razie z mleka krowiego) i swoje wędliny. czasem myślę, że przeniosłam się w czasie i to mi pasuje.
a teraz ruszyliśmy z budową stajni, a dokładnie hotelu dla koni. jestem dobrej myśli, ale życie pokaże co z tego wyjdzie.
i niezmiennie jest z nami kawa. wypalamy, pakujemy, wysyłamy, sami codziennie jej kosztujemy do śniadania...
tylko ogon mi został. i to boli najbardziej.

poniedziałek, 4 maja 2015

majówka

miało być fajnie, słonecznie, na rowerach, ze znajomymi, a wyszło jak zwykle.
ja od świąt mam coś z gardłem. męczy mnie strasznie. kaszel, który drapie, swędzi i nigdy się nie kończy. a od kilku dni leżę w łóżku z 40'C gorączką. juz nie mam siły. Gruby z resztą też. mam nadzieję,  że jestem już na końcówce choroby i że zachwile wrócę do pracy :-)
ostatnio w ogóle u nas same nieszczęścia. tydzień temu na gnieździe w kurniku powiesił się nasz baranek. na szczęście żyje, ale musimy go rehabilitowac.
a żeby tego było mało, to skwoczyly się kwoki i mam mniej jajek. to tyle.


poniedziałek, 13 kwietnia 2015

nerwowo

od kilku dni czekamy na wyźrebienie naszej Wiosenki. chodzi już bardzo ciężko, często się kładzie, jest bardziej nerwowa. a ja odchodzę od zmysłów. denerwuję się jakbym conajmniej sama była w ciąży. wstaję w nocy, nasłuchuję... przyznam szczerze, jestem już trochę zmęczona. ale ekscytacja jest ogromna. to nasz pierwszy koński poród i mam nadzieję że skończy się szczęśliwie. trzymajcie kciuki.

środa, 11 marca 2015

wczoraj słońce, piękne i gorące, dziś deszcz. męczą mnie takie zmiany pogodowe. słońce sprawia, że dostaję energię, chce mi się działać, robić, pracować, mam głowę pełną nowych pomysłów i wiele chęci do działania. dziś chce mi się płakać, mam spadek energii i wrażenie, że wszystko co robię nie przynosi korzyści i że moje wysiłki nie mają sensu.
wkurza mnie, jak Ci którym idzie lepiej, chcą słuchać o moich problemach. pytają jaki mam plan, jak sobie radzę... w ich głosie nie ma współczucia, tylko ironia. "aleś Ty naiwna". mam tego dosyć. niczego nie chcę udowadniać. poradzę sobie sama, tak jak robiłam do tej pory. nie potrzebuję współczucia ani litości. nie potrzebuję poklepywania po ramieniu. udowodnię samej sobie, że dam radę. a później będę się śmiać wszystkim w twarz. dam radę, bo jestem Pawlicka.

środa, 4 lutego 2015

nowości

w małej fabryce kawy nowości. serdecznie zapraszamy. juz niedługo pojawią się drewniane podkładki, świeczniki, lampy, podstawki pod jajka i wiele innych przedmiotów z betonu i drewna. zapraszamy.

środa, 21 stycznia 2015

świątecznie

dzień Babci, imieniny Agnieszki i ... kolejne urodziny Grubego. kochanie, wszystkiego o czym marzysz, niech Ci się spełni.wszystkim Babciom dużo zdrowia i uśmiechu i wszystkim Agnieszkom pięknych chwil i samych przyjemności w życiu.
to taki wyjątkowy dla nas dzień, bo wszyscy świętujemy. dzień rozpoczął się pyszną kawusią, ale jak się zakończy... już nie mogę się doczekać ;)

poniedziałek, 19 stycznia 2015

poniedziałek

nielubiany, wręcz znienawidzony przeze mnie poniedziałek.dlatego zajęłam się pracą, żeby szybciej zleciał. oszukiwanie samej siebie idzie mi ostatnio najlepiej. i tak do wiosny. później znowu się obudzę i rozkwitnę. już nie mogę się doczekać.

niedziela, 18 stycznia 2015

sennie...

ze względu na podłą pogodę niechciejstwo moje sięgnęło zenitu. tym sposobem powstały świeczniki, które już niebawem pojawią się w sklepie.
a tym czasem idę na kawę, którą serdecznie polecam. ona jedyna jest w stanie mnie chyba obudzić.

piątek, 16 stycznia 2015

słonecznie



wyszło słońce. fajnie, ale cały czas walczę ze sobą o wszystko. o to żeby wstać, żeby zejść do kuchni, żeby coś zrobić pożytecznego... ciągła walka. czasem udaje mi się wygrać, ale nawet to nie sprawia mi radości. czekam na słońce. takie prawdziwe, gorące. oszukuję się, że ono coś zmieni.

sobota, 10 stycznia 2015

cudownie rozpoczęty dzień. dostałam od męża do śniadania kawę naszego wypału oczywiście, z mleczkiem i... piankami marshmallows. pewnie prawdziwi kawosze wykręcają się teraz w paragraf, ale ja wychodzę z założenia, że należy sobie dogadzać. a taka przyjemność jak kawa z piankami to czysta rozpusta.
dalej dzień już nie był taki słodki. za oknem jesień, zimno...
tak więc oby do wiosny. a wszystkim Wam życzę ciepła i słodyczy :)

czwartek, 8 stycznia 2015

zaległości

wchodzę tu dzisiaj i co? zaległości potworne. wybaczcie. święta rozleniwiają, to po pierwsze. zupełnie nie chciało mi się pisać, choć w przerwie między sprzątaniem a gotowaniem miałam dość czasu, żeby coś skrobnąć.
poza tym pogoda po świętach nie daje powodów do radości, ani do działania. znowu jakiś marazm zakłady się do nas. przygnębia mnie rzeczywistość. o ile byłoby przyjemniej w życiu, gdyby pieniądze nie były tak ważne. o ile spokojniej, gdybyśmy mogli cieszyć się wolnością i w ogóle życiem nie zważając na finanse. ale obiecuję, że jak tylko wyjdę z długów, zacznę spokojniej spać, przestanę się dolować i skupię całą swoją uwagę na dostrzeganiu tych wszystkich drobnych cudów, które dzieją się wokół mnie. może uda się już w tym roku? tego sobie życzę z całego serca :)
a Was wszystkich zapraszam od poniedziałku do zamawiania świeżutkiej kawy. pomaga w te zimne i szare dni. i poprawia humor :)

to może być interesujące