świeże powietrze cudownie męczy. każdej chwili szkoda na siedzeniu w domu. dlatego nie siedzimy, tylko od rana jesteśmy w ogrodzie. i pranie suszy się na powietrzu i pościel się wietrzy. przychodzi wieczór, robi się chłodno i ogarnia nas zmęczenie. ale takie fajne. takie zmęczenie, które sprawia, że jak tylko położymy się do łóżka, same zamykają się oczy, a sen jest twardy i pełny. jedyną niezmordowaną istotką w naszym domu jest oczywiście Lusia. nie ma takiej siły, żeby poszła wcześnie spać. nie ma takich zajęć, które sprawiłyby że nagle poczułaby się zmęczona. musi być baja, musi być książeczka, a jeszcze herbatka, a jeszcze kanapeczka (chociaż już po kolacji) ale jej "mamusiu" i sarnie oczy działają na mnie zmiękczająco i cóż, znoszę to z pokorą. bo dzieci są po to, żeby je rozpieszczać i dawać dużo miłości, a w zamian za to one rozpieszczają nas i kochają. przynajmniej tak mi się wydaje.
a magnolia szaleje. i ważna informacja dla zainteresowanych. niebieskie kwiatki o których pisałam w sobotę to barwinek pospolity. Sławciu, raz jeszcze dziękuję :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
to może być interesujące
-
spotkało mnie ostatnio rozczarowanie. bo czy to normalne, że lekarz odmawia leczenia? w dodatku nie wprost. i to jest najbardziej wkurzające...
-
zwalić by można się z nóg co rusz, co krok. co noc, to szloch i rozpacz. ale czy warto? może nie warto? chyb...
-
śniadanie dziś było królewskie. gofry z truskawkami z ogródka, miętą i własnej produkcji jogurt. pychota!!! zrobiłam wszystkim domownikom wi...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
napisz nam, co o tym myślisz...