ależ ten czas pędzi. już 7 kwiecień. nawet nie wiem kiedy minął ten tydzień. a to zasługa pracy w ogrodzie. super. wszystko się zieleni, kwitnie, wyrasta z ziemi. a nad naszym domem krążą bociany. chyba zacznę do nich strzelać, bo dzieci u nas już wystarczy ;)
pojawiły się również czaple, które potwornie krzyczą, biegają sarny, a w domkach na drzewie sikorki zaczynają wić gniazdka. cudowny czas. Lena szaleje. rano zakłada swój mały plecaczek i wyrusza z Whisky'm na łąkę. huśtawka, górki w pobliskim lasku, hamak, rowerek, piaskownica a w niej zupa piaskowa.... wreszcie nadchodzi wieczór i po całym tym zamieszaniu, padam jak zdechła. bo Lenka nadal ma w sobie mnóstwo życia :D a już za trzy tygodnie skończy trzy lata. i pomyśleć, że ważyła niespełna kilogram i miała niewielkie szanse na życie, a żadnych szans na życie w pełnym zdrowiu. właśnie "rzuciła" pieluchy, zaprzyjaźniła się z nocnikiem i od września idzie do przedszkola. dochodzę do wniosku, że nasza Lenka jest jak bajkowy, duży, czerwony pies Clifford - im więcej miłości jej dajemy, tym jest większa i silniejsza :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
to może być interesujące
-
spotkało mnie ostatnio rozczarowanie. bo czy to normalne, że lekarz odmawia leczenia? w dodatku nie wprost. i to jest najbardziej wkurzające...
-
zwalić by można się z nóg co rusz, co krok. co noc, to szloch i rozpacz. ale czy warto? może nie warto? chyb...
-
śniadanie dziś było królewskie. gofry z truskawkami z ogródka, miętą i własnej produkcji jogurt. pychota!!! zrobiłam wszystkim domownikom wi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
napisz nam, co o tym myślisz...