26 kwietnia minęły trzy lata od narodzin Lusi. ciężki czas dla nas wszystkich. trudna, zagrożona ciąża połączona z moją chorobą. miało skończyć się tragicznie. jednak to co się wydarzyło, przeszło wszelkie oczekiwania. Lusia urodziła się z wagą 900 g. była naszą Calineczką, która walczyła o każdy oddech. cieszyliśmy się że żyje, ale równie mocno baliśmy, że za chwilę ją stracimy.
udało się. w tej małej kruszynce było i jest ogromnie dużo woli życia. ( po mamusi ;) fakt, że z nami jest, że jest w pełni zdrowa, że rozwija się prawidłowo jak każdy trzylatek traktuję w kategoriach cudu. i ona jest dla mnie moim małym - wielkim cudem.
dziękuję wszystkim, którzy mi wtedy pomogli oddając dla mnie krew. nie będę wymieniała nikogo z imienia i nazwiska, bo może sobie tego nie życzycie, a po drugie, bałabym się że o kimś zapomnę. jestem Wam wszystkim wdzięczna i nigdy nie zapomnę ile dla mnie zrobiliście. to niby mały gest, ale nie każdego na to stać. a z mojej strony to tylko "dziękuję", ale tylko dlatego, że nie znam słów którymi mogłabym wyrazić swoją wdzięczność. zawsze będę o tym pamiętała.
a ja dzięki mojej rodzinie chcę być. mam to ogromne szczęście, że spotkałam na swojej drodze właściwego mężczyznę!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
to może być interesujące
-
spotkało mnie ostatnio rozczarowanie. bo czy to normalne, że lekarz odmawia leczenia? w dodatku nie wprost. i to jest najbardziej wkurzające...
-
zwalić by można się z nóg co rusz, co krok. co noc, to szloch i rozpacz. ale czy warto? może nie warto? chyb...
-
śniadanie dziś było królewskie. gofry z truskawkami z ogródka, miętą i własnej produkcji jogurt. pychota!!! zrobiłam wszystkim domownikom wi...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
napisz nam, co o tym myślisz...