chyba jednak jestem na baterie słoneczne. 100% pozytywnej energii. chyba nawet zacznę rano ćwiczyć, żeby zgubić trochę nadmiaru siebie.chociaż tak mi się nie chciało.
rano wybraliśmy się do Łodzi. było kilka spraw do załatwienia, więc musieliśmy. strasznie cierpię, kiedy mam się tam wybrać, ale mus - to mus.
w drodze powrotnej zasypiałam. to miasto wysysa ze mnie całą energię. wjechaliśmy na podwórko, wyszłam na słońce i nastąpiło doładowanie baterii. wskoczyłam w gumiaki i skosiłam podwórko. trawa sięgała już do kolan, aż wstyd się przyznać. nie było widać Luśki :D teraz jest pięknie choć to dopiero początek odgruzowywania.
wieczorem usiadłam do korespondencji jaką otrzymałam od różnych instytucji, będąc pewną, że mnie dobiją. a tu... same dobre wieści :D chyba nie zasnę ze szczęścia. i Marcin też dzisiaj pięknie rozpoczął tydzień, otrzymując pozytywną odpowiedz w sprawie kontraktu. radości nie ma końca.
i jak tu nie wierzyć, że można? nawet jak się jest w czarnej... dobranoc ;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
to może być interesujące
-
spotkało mnie ostatnio rozczarowanie. bo czy to normalne, że lekarz odmawia leczenia? w dodatku nie wprost. i to jest najbardziej wkurzające...
-
zwalić by można się z nóg co rusz, co krok. co noc, to szloch i rozpacz. ale czy warto? może nie warto? chyb...
-
śniadanie dziś było królewskie. gofry z truskawkami z ogródka, miętą i własnej produkcji jogurt. pychota!!! zrobiłam wszystkim domownikom wi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
napisz nam, co o tym myślisz...