26 kwietnia minęły trzy lata od narodzin Lusi. ciężki czas dla nas wszystkich. trudna, zagrożona ciąża połączona z moją chorobą. miało skończyć się tragicznie. jednak to co się wydarzyło, przeszło wszelkie oczekiwania. Lusia urodziła się z wagą 900 g. była naszą Calineczką, która walczyła o każdy oddech. cieszyliśmy się że żyje, ale równie mocno baliśmy, że za chwilę ją stracimy.
udało się. w tej małej kruszynce było i jest ogromnie dużo woli życia. ( po mamusi ;) fakt, że z nami jest, że jest w pełni zdrowa, że rozwija się prawidłowo jak każdy trzylatek traktuję w kategoriach cudu. i ona jest dla mnie moim małym - wielkim cudem.
dziękuję wszystkim, którzy mi wtedy pomogli oddając dla mnie krew. nie będę wymieniała nikogo z imienia i nazwiska, bo może sobie tego nie życzycie, a po drugie, bałabym się że o kimś zapomnę. jestem Wam wszystkim wdzięczna i nigdy nie zapomnę ile dla mnie zrobiliście. to niby mały gest, ale nie każdego na to stać. a z mojej strony to tylko "dziękuję", ale tylko dlatego, że nie znam słów którymi mogłabym wyrazić swoją wdzięczność. zawsze będę o tym pamiętała.
a ja dzięki mojej rodzinie chcę być. mam to ogromne szczęście, że spotkałam na swojej drodze właściwego mężczyznę!
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
czwartek, 24 kwietnia 2014
po świętach
dziś włączyłam się do sieci po raz pierwszy od świąt. włączyłam, żeby sprawdzić pocztę i ku mojemu zaskoczeniu, zostałam zasypana spamem i reklamówkami, pożyczkami, chwilówkami.... nie warto było w ogóle tego włączać.
trochę mnie dziś dopadł dół. chociaż święta minęły wspaniale. było rodzinnie, wesoło i przy stole. ciasta, mazurki, kiełbasy.... i od nowa ;) teraz szykujemy się na wielkie prywatne święto w naszym domu, jakim są trzecie urodziny Lusi. oby pogoda dopisała. a później weekend majowy :D
a w naszym domu zmiany, zmiany... wraz z wiosną ruszyliśmy do pracy i całkiem nie źle nam to idzie, chociaż nie mamy na remont kasy i nie wydaliśmy ani złotówki. ha! można? można!
zrobiłam sobie do pokoju ławę z palety i poszyłam poduszki z worków jutowych.... sprawia mi to frajdę, a w domu zaczyna być coraz "cieplej".
poza tym trwają prace w ogródku. wszystko rośnie i się zieleni, śpiewają ptaki... i jest z nami nowy lokator - kot mojej mamy. mieszkał z nią w mieście i bardzo się ze sobą męczyli. teraz jest z nami, od rana do wieczora szaleje w ogrodzie i chyba jest szczęśliwy. na imię ma Pankot.
trochę mnie dziś dopadł dół. chociaż święta minęły wspaniale. było rodzinnie, wesoło i przy stole. ciasta, mazurki, kiełbasy.... i od nowa ;) teraz szykujemy się na wielkie prywatne święto w naszym domu, jakim są trzecie urodziny Lusi. oby pogoda dopisała. a później weekend majowy :D
a w naszym domu zmiany, zmiany... wraz z wiosną ruszyliśmy do pracy i całkiem nie źle nam to idzie, chociaż nie mamy na remont kasy i nie wydaliśmy ani złotówki. ha! można? można!
zrobiłam sobie do pokoju ławę z palety i poszyłam poduszki z worków jutowych.... sprawia mi to frajdę, a w domu zaczyna być coraz "cieplej".
poza tym trwają prace w ogródku. wszystko rośnie i się zieleni, śpiewają ptaki... i jest z nami nowy lokator - kot mojej mamy. mieszkał z nią w mieście i bardzo się ze sobą męczyli. teraz jest z nami, od rana do wieczora szaleje w ogrodzie i chyba jest szczęśliwy. na imię ma Pankot.
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
w ogrodzie
ogród całkowicie mnie pochłania. jedynie deszcz jest w stanie mnie zatrzymać. dlatego dziś siedzę w domu i już się boję co z tego będzie.
wszystko kwitnie, zieleni się... dlatego wczoraj zaczęłam tworzyć alejki w ogrodzie, a dziś jadę po sadzonki pomidorów i posadzę je pod folią. jeszcze dużo pracy przede mną, żeby stworzyć taki ogród jaki sobie wymarzyłam, ale jestem coraz bliższa ideału.
praca w palarni również trwa. piec praży ziarno, ale jeszcze nie na najwyższych obrotach. nasza kawa jest zamawiana coraz częściej, ale trzymam kciuki, żeby zamówień było znacznie więcej.
i jeszcze jeden news. nasi sąsiedzi, z którymi wydawało mi się, że żyjemy obojętnie, czyli nie wchodzimy sobie w drogę, ale i nie przyjaźnimy się ze sobą wytruli nam kury. nawet wiem którzy, ale za rękę nie złapałam.... zostały nam dwie z dziesięciu ( Ruda i Czarnulka) jednak od soboty jest z nami małe stadko składające się z nowych czterech kurek i kogucika. mam nadzieję, że nienawiść jaką czują do nas sąsiedzi nie przełoży się na niczego nierozumiejące ptactwo.
a sąsiadów pozdrawiam.
![]() |
| niezapominajki |
![]() |
| migdałek |
wszystko kwitnie, zieleni się... dlatego wczoraj zaczęłam tworzyć alejki w ogrodzie, a dziś jadę po sadzonki pomidorów i posadzę je pod folią. jeszcze dużo pracy przede mną, żeby stworzyć taki ogród jaki sobie wymarzyłam, ale jestem coraz bliższa ideału.
praca w palarni również trwa. piec praży ziarno, ale jeszcze nie na najwyższych obrotach. nasza kawa jest zamawiana coraz częściej, ale trzymam kciuki, żeby zamówień było znacznie więcej.
i jeszcze jeden news. nasi sąsiedzi, z którymi wydawało mi się, że żyjemy obojętnie, czyli nie wchodzimy sobie w drogę, ale i nie przyjaźnimy się ze sobą wytruli nam kury. nawet wiem którzy, ale za rękę nie złapałam.... zostały nam dwie z dziesięciu ( Ruda i Czarnulka) jednak od soboty jest z nami małe stadko składające się z nowych czterech kurek i kogucika. mam nadzieję, że nienawiść jaką czują do nas sąsiedzi nie przełoży się na niczego nierozumiejące ptactwo.
a sąsiadów pozdrawiam.
środa, 9 kwietnia 2014
14 lat
poważny wiek. tyle właśnie lat skończyło moje najstarsze szczęście. zastanawiam się jakim cudem minęło już tyle lat od jej pierwszego krzyku. i ja tego nie zarejestrowałam?
jest już taka dorosła, choć jeszcze taka smarkata ;) chyba właśnie teraz jest w najgłupszym momencie swojego życia, dlatego mam nadzieję, że szybko z niego wyrośnie.
było bardzo fajnie. pogoda nam dopisała, dlatego siedzieliśmy w ogrodzie. sto lat najgłośniej zaśpiewała Lenka :))) która już za trzy tygodnie skończy trzy latka :)
i tak kręci się to wszystko. i jest cudownie!!!
jest już taka dorosła, choć jeszcze taka smarkata ;) chyba właśnie teraz jest w najgłupszym momencie swojego życia, dlatego mam nadzieję, że szybko z niego wyrośnie.
było bardzo fajnie. pogoda nam dopisała, dlatego siedzieliśmy w ogrodzie. sto lat najgłośniej zaśpiewała Lenka :))) która już za trzy tygodnie skończy trzy latka :)
i tak kręci się to wszystko. i jest cudownie!!!
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
...jak ten czas leci...
ależ ten czas pędzi. już 7 kwiecień. nawet nie wiem kiedy minął ten tydzień. a to zasługa pracy w ogrodzie. super. wszystko się zieleni, kwitnie, wyrasta z ziemi. a nad naszym domem krążą bociany. chyba zacznę do nich strzelać, bo dzieci u nas już wystarczy ;)
pojawiły się również czaple, które potwornie krzyczą, biegają sarny, a w domkach na drzewie sikorki zaczynają wić gniazdka. cudowny czas. Lena szaleje. rano zakłada swój mały plecaczek i wyrusza z Whisky'm na łąkę. huśtawka, górki w pobliskim lasku, hamak, rowerek, piaskownica a w niej zupa piaskowa.... wreszcie nadchodzi wieczór i po całym tym zamieszaniu, padam jak zdechła. bo Lenka nadal ma w sobie mnóstwo życia :D a już za trzy tygodnie skończy trzy lata. i pomyśleć, że ważyła niespełna kilogram i miała niewielkie szanse na życie, a żadnych szans na życie w pełnym zdrowiu. właśnie "rzuciła" pieluchy, zaprzyjaźniła się z nocnikiem i od września idzie do przedszkola. dochodzę do wniosku, że nasza Lenka jest jak bajkowy, duży, czerwony pies Clifford - im więcej miłości jej dajemy, tym jest większa i silniejsza :)
pojawiły się również czaple, które potwornie krzyczą, biegają sarny, a w domkach na drzewie sikorki zaczynają wić gniazdka. cudowny czas. Lena szaleje. rano zakłada swój mały plecaczek i wyrusza z Whisky'm na łąkę. huśtawka, górki w pobliskim lasku, hamak, rowerek, piaskownica a w niej zupa piaskowa.... wreszcie nadchodzi wieczór i po całym tym zamieszaniu, padam jak zdechła. bo Lenka nadal ma w sobie mnóstwo życia :D a już za trzy tygodnie skończy trzy lata. i pomyśleć, że ważyła niespełna kilogram i miała niewielkie szanse na życie, a żadnych szans na życie w pełnym zdrowiu. właśnie "rzuciła" pieluchy, zaprzyjaźniła się z nocnikiem i od września idzie do przedszkola. dochodzę do wniosku, że nasza Lenka jest jak bajkowy, duży, czerwony pies Clifford - im więcej miłości jej dajemy, tym jest większa i silniejsza :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
to może być interesujące
-
spotkało mnie ostatnio rozczarowanie. bo czy to normalne, że lekarz odmawia leczenia? w dodatku nie wprost. i to jest najbardziej wkurzające...
-
zwalić by można się z nóg co rusz, co krok. co noc, to szloch i rozpacz. ale czy warto? może nie warto? chyb...
-
śniadanie dziś było królewskie. gofry z truskawkami z ogródka, miętą i własnej produkcji jogurt. pychota!!! zrobiłam wszystkim domownikom wi...






