kilka dni temu trunek zlany został do butelek. w całym domu pachniało skórką cytrynową i słodkim syropem. teraz musi stać minimum miesiąc, żeby się "przegryzł" i mógł być wypity. Gruby już robi polowanie na spiżarnie, ale póki co udaje mi się upilnować ;)
a nasze maleństwo powoli się z nami oswaja. dokarmiamy go kaszką manną ze smoka i czuję się jakbym znowu miała małe dziecko w domu :) rano kaszka, wieczorem kaszka... zaczyna już też skubać zielone. Pepa próbowała go wychowywać, zaznaczając kto jest ważniejszy, ale Koziołek Matołek się nie dał. i zapanował spokój.
a u mnie znowu depresja. obarczam winą pogodę, ale chyba samą siebie okłamuję.
czwartek, 26 czerwca 2014
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
to może być interesujące
-
spotkało mnie ostatnio rozczarowanie. bo czy to normalne, że lekarz odmawia leczenia? w dodatku nie wprost. i to jest najbardziej wkurzające...
-
zwalić by można się z nóg co rusz, co krok. co noc, to szloch i rozpacz. ale czy warto? może nie warto? chyb...
-
śniadanie dziś było królewskie. gofry z truskawkami z ogródka, miętą i własnej produkcji jogurt. pychota!!! zrobiłam wszystkim domownikom wi...




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
napisz nam, co o tym myślisz...