czwartek, 26 czerwca 2014

jak mały dzidziuś

kilka dni temu trunek zlany został do butelek. w całym domu pachniało skórką cytrynową i słodkim syropem. teraz musi stać minimum miesiąc, żeby się "przegryzł" i mógł być wypity. Gruby już robi polowanie na spiżarnie, ale póki co udaje mi się upilnować ;)
 a nasze maleństwo powoli się z nami oswaja. dokarmiamy go kaszką manną ze smoka i  czuję się jakbym znowu miała małe dziecko w domu :) rano kaszka, wieczorem kaszka... zaczyna już też skubać zielone. Pepa próbowała go wychowywać, zaznaczając kto jest ważniejszy, ale Koziołek Matołek się nie dał. i zapanował spokój.
a u mnie znowu depresja. obarczam winą pogodę, ale chyba samą siebie okłamuję.

niedziela, 22 czerwca 2014

koziołek Matołek

śniadanie dziś było królewskie. gofry z truskawkami z ogródka, miętą i własnej produkcji jogurt. pychota!!! zrobiłam wszystkim domownikom wielką frajdę :)
sobie również ;)
 pod koniec dnia pojawił się u nas mały, czekoladowo-biały koziołek


matołek jest bardzo śmieszny, ma jedno ucho i krzywe zęby. ale jest piękny w całej swojej brzydocie i jest nasz :)
na imię ma Matołek, ponieważ takie imię wybrała mu Lusia.

czwartek, 19 czerwca 2014

kolejny długi weekend

sponsorem dzisiejszego dnia był LEŃ. wielki, obrzydliwy LEŃ, któremu w dodatku brak wstydu. wstaliśmy rano, jakby była przynajmniej niedziela. w piżamach snuliśmy się całą piątką po domu. śniadanie, karmienie zwierząt wszelakich (również w piżamach), snucie planów jak spędzić ten cudowny czwartek do złudzenia przypominający niedzielę, aż wreszcie ubraliśmy się :) po 12.00 w południe przyjechali znajomi, by móc wspólnie rozkoszować się wolnym dniem w samym środku tygodnia. i nastąpił grill!!! cały dzień w ogrodzie, w słońcu, przy grillu, z zimnym piwkiem - po prostu rozpusta. ale jakże przyjemna.
a wieczorem posadziłam malwy pod tarasem. czymże byłaby polska wieś bez malw?



wtorek, 10 czerwca 2014

letnie śniadanie

dziś rano na naszym stole pojawiły się placuszki z jogurtem i owocami z ogródka. truskawki, poziomki i borówki.
 
oczywiście ilość owoców nie była zawrotna, ale radość wielka. czekamy na kolejne dojrzewające słodkości. a mnie właśnie urodził się w głowie pomysł truskawkowy. ale o tym jutro ;)

poniedziałek, 2 czerwca 2014

sennie...

taka sobie dzisiejsza sytuacja. moja córeczka :) a wszystkim życzę dzisiaj więcej sił i wigoru, choć pogoda iście łóżkowa :)

to może być interesujące