jestem. minęło bardzo dużo czasu, ale wreszcie mam komputer i znowu mogę pisać. cieszę się, chociaż korzystam ze starego komputera mojej córki, ale lepsze to niż nie mieć wcale. dziś tylko trochę opiszę, co się przez ten miesiąc działo, a jutro będą zdjęcia.
po pierwsze zrezygnowaliśmy z owiec. jakoś nam kompletnie nie szło. inaczej to sobie wyobrażałam i trochę się zawiodłam. zakupiliśmy kozy. od niedawna jest z nami Benek, Mela i Adela. plan jest prosty. mają dać nam mleko, z którego będziemy wyrabiać sery. mam nadzieję, że wszystko się ułoży pomyślnie.
po drugie, w naszym kurniku zagościło czterdzieści nowych Leghornów. niosą nam jajeczka i to dość sporo, ale cały czas się hodowli uczymy. kurek jest już siedemdziesiąt, więc jest wokół czego chodzić. oprócz nich, są jeszcze cztery koguty. piękne.jutro zamieszczę zdjęcia.
kolejna nowość - zbudowaliśmy wędzarnie i robimy sami kiełbasy i szynki. super przygoda. wreszcie wiemy co jemy. mamy swoje sery (na razie z mleka krowiego) i swoje wędliny. czasem myślę, że przeniosłam się w czasie i to mi pasuje.
a teraz ruszyliśmy z budową stajni, a dokładnie hotelu dla koni. jestem dobrej myśli, ale życie pokaże co z tego wyjdzie.
i niezmiennie jest z nami kawa. wypalamy, pakujemy, wysyłamy, sami codziennie jej kosztujemy do śniadania...
tylko ogon mi został. i to boli najbardziej.
czwartek, 11 czerwca 2015
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
to może być interesujące
-
spotkało mnie ostatnio rozczarowanie. bo czy to normalne, że lekarz odmawia leczenia? w dodatku nie wprost. i to jest najbardziej wkurzające...
-
zwalić by można się z nóg co rusz, co krok. co noc, to szloch i rozpacz. ale czy warto? może nie warto? chyb...
-
śniadanie dziś było królewskie. gofry z truskawkami z ogródka, miętą i własnej produkcji jogurt. pychota!!! zrobiłam wszystkim domownikom wi...